banergala17052018

Nowy rok przynosi wielkie zmiany - od marca ograniczony będzie handel w niedzielę i to mocno wpływa na temperaturę pracy w dyskontach i galeriach handlowych w całej Polsce. Sieci chcąc poprawić humor swoim pracownikom i by odwieźć ich od myśli o zmianie pracy zaproponowały podwyżki. Wysokie podwyżki. Tak wysokie podwyżki, że dzisiaj opłaca się bardziej pracować na kasie w Biedronce niż w publicznej szkole czy na niższym urzędniczym stanowisku. Czy to znak czasów?

Na początek liczby. Nauczyciel stażysta zarabia 2300 brutto czyli 1700 złotych na rękę, kontraktowy 2500, a dyplomowany 2750, a wychowawstwo to dodatkowe 100 złotych. Od marca minimalna stawka brutto dla pracownika Biedronki to 2650 złotych brutto, po dwóch latach średnio 3000 złotych, a po pięciu latach dobrej pracy wypłata pracownika może sięgać nawet 4 tysięcy złotych. Lidl również płaci dobrze - w tej sieci dyskontów legendarne są zarobki menadżerów, których wynagrodzenie może sięgać nawet 7 tysięcy złotych. Przy takich stawkach śmiesznie prezentują się wynagrodzenia miejskich urzędników czy choćby pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie gdzie pensje rzadko przekraczają 2600 złotych brutto. Czy przed nami więc renesans CV do dyskontów i restauracji (gdzie kucharze mogą spokojnie "krzyczeć" na start ponad 5 tysięcy złotych)? Wręcz przeciwnie! Pracowników nadal brakuje i nic nie wskazuje by sytuację miał zmienić choćby zakaz handlu w niedzielę.

Podwyżki to fakt i swój udział w zmianie sytuacji na rynku pracy ma działalność Związków Zawodowych, które w sieciach handlowych aktywnie lobbowały za poprawianiem warunków pracy. Pensje rosną do godnego poziomu, ale oczekiwania nie wszędzie zostały spełnione w stu procentach: - Cieszymy się, że dyskonty zaczynają podnosić płace do poziomu, który można uznać za przyzwoity. Liczymy na to, iż za Lidlem i Biedronką pójdą kolejne sieci, w rodzaju Żabki czy Freshmarketów, bo wciąż płace nie są proporcjonalne do ogromu pracy, jakiego wymaga się od zatrudnionych w sieciach handlowych - mówi Grażyna Balicka, Sekretarz NSZZ Solidarność w Szczecinie. -  Nie chcę jednak porównywać sytuacji w dyskontach i w urzędach, to są zupełnie różne materie. To prawda, że płace w niektórych urzędach rosną zbyt wolno – tak się dzieje np. w szczecińskim Urzędzie Miejskim, ale wszędzie, gdzie pojawiają się problemy, a „Solidarność” dostaje prośbę o interwencję, to podejmujemy działania. Obecnie walczymy o płace dla ponad 6,5 tyś. pracowników w jednostkach podległych Urzędowi Miasta - dodaje.

Również specjaliści od HR i rynku pracy zauważają jak wiele jest zmian. Pracownicy są świadomi niskiego bezrobocia i widzą, że mogą od swoich szefów wymagać więcej niż jeszcze kilka lat temu.  - Najwięcej ofert pracy jest na mało wymagających stanowiskach, bezrobocie jest na bardzo niskim poziomie, w związku z tym mamy rynek pracownika i pensje rosną wysoko na stanowiskach niskich. Paradoksalnie teraz największa walka toczy się o pracownika, który jest w stanie podjąć się tych najmniej prestiżowych zadań - mówi Katarzyna Opiekulska, dyrektor zarządzający w LSJ HR Group. Najbardziej poszukuje się więc kasjerów, układaczy towaru, sprzątaczek, administratorów, woźnych, ochroniarzy. Kiedyś zarabiali 4 złote na godzinę na umowę zlecenie, teraz rekruterzy nawet nie śmią proponować nikomu takich pieniędzy.  - Nie wydaje mi się jednak żeby przepływ ludzi z urzędów czy szkół w kierunku hal produkcyjnych czy supermarketów miał miejsce. W urzędach pracują osobę ambitne, które zainwestowały czas w swoją edukację. Nie sądzę, że przejdą na stanowiska niższe dla pieniędzy, uważam jednak, że młodzi ludzie będą coraz mocniej weryfikować swoje myślenie o podejmowaniu pracy. W wielu zawodach mamy do czynienia z negatywnym naborem, mowa o nauczycielach, ale i o pielęgniarkach, pracownikach administracyjnych, te osoby widzą gdzie się nie opłaca pracować. Rodzice chcą mieć doskonale wykształconych nauczycieli dla swoich dzieci, a nauczyciel chce mieć możliwość kupienia samochodu, wzięcia kredytu na mieszkanie i godnego życia, przy obecnych wynagrodzeniach jest to niemożliwe - dodaje Katarzyna Opiekulska.